NIEDŹWIEDZIA PRZYGODA

środa, 19 sierpień 2009 00:00

To przygoda, która zmieniła naszą podróż.

 

 

Read More

 

Byliśmy w Korczy, w Albanii, blisko granicy greckiej. Przyjechaliśmy tam wcześnie rano. Chcieliśmy poczuć jeszcze przez chwilę albańską atmosferę. Po albańskim śniadaniu (byrek z pomidorami) poszliśmy w miasto. I nagle, na głównym placu miasta zobaczyliśmy... NIEDŹWIEDZIA! Stanęliśmy jak wryci! Nie wiedzieliśmy co ze sobą zrobić. Okazało się, że niedźwiedź jest przywiązany łańcuchem do latarni. A kto go przywiązał? Młody Rom, który siedział sobie obok na kawie. Podszedł do nas i chciał nam zrobić zdjęcie swoim Polaroidem, który miał ze sobą. Podziękowaliśmy. Ani nie mieliśmy tyle pieniędzy, a co najważniejsze to nie mieliśmy ochoty na zdjęcia z okaleczonym niedźwiedziem - nie miał zębów, pazurów, a w nozdrzach, czyli najczulszym miejscu, łańcuch. Straszny widok.

 


 

 

Po kilku dniach pojechaliśmy do Bułgarii. W przewodniku przeczytaliśmy o PARKU TAŃCZĄCYCH NIEDŹWIEDZI w Belicy. Oczywiście pojechaliśmy tam. W przewodniku nikt nie wspominał niestety o tym, że park położony jest 11 kilometrów od miasta! Nie byłoby w tym nic strasznego, gdybyśmy jechali tam jakimś jeepem. Droga była strasznie dziurawa, właściwie, można powiedzieć, że drogi nie było. Do tego wszystkiego zaczął padać deszcz. Po dwugodzinnej jeździe w końcu dotarliśmy. Nie myśląc (albo raczej starając się nie myśleć) o drodze powrotnej poszliśmy zwiedzać park. (Nasze Uno dało rady! I to w obie strony - sami jesteśmy w szoku!)

 

Park został założony przy współpracy Fundacji Vier Pfoten (Cztery Łapy) i Fundacji Brigitte Bardot. Kilkanaście lat obrońcy praw zwierząt walczyli o ochronę niedźwiedzia brunatnego, o zakaz polowania na te zwierzęta, łapania i więzienia, czy przeszkadzania im w ich naturalnym środowisku. W końcu udało się! Przy okazji stworzono miejsce dla niedźwiedzi, które przez całe swoje życie były traktowane bardzo okrutnie przez ludzi. Łapane jako kilkumiesięczne niedźwiadki były „uczone tańczenia”. Była to tradycja Cyganów żyjących na Bałkanach – już w czasach średniowiecza, wędrując po wioskach i miastach zabawiali mieszkańców pokazem dzikich zwierząt. A jak odbywał się trening? Małe niedźwiadki stawiano na gorących blachach - często pod blachą rozpalano ogień, te dźwigały swoje łapy, żeby uniknąć bólu. W czasie tej tortury „opiekun” grał najczęściej na skrzypcach. Później niedźwiedź słysząc daną melodię podnosił łapy do góry, co mogło kojarzyć się z tańcem. Niedźwiedzie zmuszane też były do ciągłego stania na dwóch łapach (w naturze robią tak tylko wtedy, gdy coś je zainteresuje).

 

 

zdjęcie ADAM BARTOSZ

 

Zwierzęta przez całe swoje życie były traktowane bardzo okrutnie, dla nas jest to szokujące, ale dawniej ludzie myśleli o tym jak o niezłej rozrywce. Każdy chciał zobaczyć niedźwiedzia z bliska, który do tego tańczył! Nie myślało się o prawach zwierząt, o tym co one czują – ważna była rozrywka, którą Romowie mogli zapewnić. A dla Cyganów była to praca, dzięki której mogli utrzymać całą swoją rodzinę. Dlatego też nie należy ich za to potępiać.

 

Dobrą robotę robią ludzie pracujący w Fundacji Vier Pfoten – chcą otoczyć niedźwiedzie opieką, ale starają się też zapewnić pracę czy opiekę rodzinom, którym odebrano zwierzęta. Fundacja nie zostawia tych ludzi bez żadnych środków do życia, mimo, że mogliby trafić do więzienia na kilka lat!

 

 

 

24 września 2009