O czaju

niedziela, 05 marzec 2017 08:51

 

Czy wiecie, co to za uczucie - sczajować się? Jeśli nie, to czym prędzej planujcie wyjazd do Pragi. Spotkacie tam herbaciarzy, którzy mówią, że czaj to woń wolności i podróży.

 

Praga to jedno  z tych miejsc na świecie, gdzie można poczuć się nieco zagubionym. Tłumy turystów na Moście Karola, Rynku, Hradczanach. Tu piwo, tam trdelnik, tu znów lody czy tajski masaż. Uciekamy od tego i znajdujemy oazy spokoju. To herbaciarnie, których w całych Czechach jest kilkaset!

W marcowym numerze Magazynu Podróże piszemy o tej "naszej" Pradze. Jest pełna spokoju, niepowtarzalnych smaków i sycących woni. ! takiego poczucia, że herbata to niby coś zwykłego, a jednak zaskakuje na każdym kroku.

 

"Ocienione drzewami chodniki prowadzą nas wśród wysokich starych kamienic prosto do herbaciarni Tea Mountain. Wewnątrz przepiękne połączenie kamienia, drewna i miękkich linii. Delikatne oświetlenie, ceramika kusi, by dotknąć. Za wielkim drewnianym blatem stoi Martin. To ten śmiałek od plantacji herbaty. - Od kilku lat zajmuję się jedynie herbatą i szczęściem – z uśmiechem zaczyna opowieść. – O wszystkim innym już zapomniałem! W swojej herbaciarni ma około 200 rodzajów herbaty. Która z nich jest dobra jakościowo i niedroga? - Wszystkie! – odpowiada. – Nigdzie indziej takich herbat nie kupicie. Z każdą związana jest też opowieść, bo Martin sam po nie jeździ. - Ta jest z małej wioski spod chińskiej góry Fenghuang a hitem w tym roku był organiczny czaj ze starego kultywaru od pana Kajihari z Japonii. Próbujemy, cmokamy, siorbiemy. Martin mówi, że czuć tam „orzeszki, śmietanę, no taką nutellę!” Ania czuje lekarstwo na gardło. A jak się to wszystko zaczęło? Pojechał do Nepalu, bo nie wiedział co zrobić ze swoim życiem. Myślał o sprowadzaniu nepalskich makatek, ozdób i innych souvenirów. Pewien lama uświadomił mu jednak, że przecież cały czas pije herbatę i może lepiej zrobić coś w tym kierunku. Kiedy wrócił w swoim małym mieszkaniu na Żiżkowie urządził herbaciany magazyn i sklep. Z czasem, gdy rodzina się powiększyła, Martin znalazł inne miejsce na swój biznes. Powstało Tea Mountain. Kiedy rozmawiamy i siorbiemy gęsty, oliwkowy oolong herbaciarnia się zapełnia. Martin tak opowiada o każdej herbacie, że chce się wszystkich spróbować i kupić. Nie wiemy czy to asertywność, czy brak pieniędzy ogranicza nasze zakupy do jedynie pięciu rodzajów. Ale jak to Martin powiedział – Lepsze są trzy dni bez jedzenia, niż jeden dzień bez herbaty."