Festiwalowe lato

poniedziałek, 07 wrzesień 2015 10:48

 

W tym roku prowadziliśmy wiele warsztatów na różnych festiwalach. Zaczęło się już na początku wakacji. A skończyliśmy w ostatni weekend sierpnia.

Pojechaliśmy na SLOT Art Festiwal. I tu pierwsze skojarzenie - to takie Święto Herbaty, tylko że kilka razy większe. Mnóstwo warsztatów, koncerty, dobre jedzenie i kto chciał, to mógł się polenić. No i najważniejsze, na co też zwracają uwagę organizatorzy, to ludzie i spotkanie z drugim człowiekiem. Do tego przepiękne miejsce. Jeden z największych kompleksów klasztorno-pałacowych w Europie! Monumentalna architektura połączona z ludzką energią tworzy miejsce magiczne. A najwięcej magii, kontemplacji i przeżyć dostarczył nam koncert Grzecha Piotrowskiego, który odbył się w katedrze. Dniami i nocami zobaczyć można tańczących, śpiewających, odpoczywających ludzi, pomiędzy którymi jak szalone biegały dzieci. Szczęśliwe bo wolne. Szczęśliwe bo brudne:). I my byliśmy tak szczęśliwi, że nawet nie pomyśleliśmy o robieniu zdjęć. Ale inni zrobili to świetnie. Można zobaczyć na fejsbukowym profilu Slot Art Festival.

Ińsko. Około dwóch tysięcy mieszkańców, orzeźwiające i ciekawe dla nurków jezioro Ińskie, lasy i czyste powietrze. Miasteczko od 1973 roku, w sierpniu, na 10 dni staje się azylem dla ludzi „z wielkiego świata”. Zjeżdżają tu twórcy filmowi i filmowi widzowie. Ińskie Lato Filmowe, to coś w rodzaju święta. W tym roku przyjechaliśmy tu jak do domu. Powitania: „W końcu jesteście!”, „Ale fajnie, że jesteście”, "Co tak późno?", „Jest yerba?” dodają skrzydeł. Więc szybko zabraliśmy się do roboty. Jurta stanęła, herbaty przygotowane, koce na trawie, ludzie zrelaksowani, rozmowy leniwie się toczą. No i filmy. „Sól ziemi” Wima Wendersa to film, na który będziemy czekać, by go znów zobaczyć (polska premiera 25 października 2015 roku). Jak to mówi Przemek - film petarda. Nie odżałujemy niestety filmu, na który nie udało się nam dotrzeć – Imperium zapachów. Jeśli ktoś coś będzie słyszał, gdzie można go zobaczyć – dajcie znać!

Pannonica Folk Festival. Mongolska jurta na bałkańskim festiwalu, do tego herbaty z Wietnmu, Turcji, Afryki i Południowej Ameryki. Czy może być większy kulturowy kocioł?

Hasło festiwalu "Pannonica - ogień nie muzyka!" już oddaje atmosferę. Jest głośno, są trąbki, jest energia. I znów - ciekawi ludzie, fajne rozmowy i tysiące pomysłów na życie. Był Michał, który uczy śpiewu alikwotowego i gardłowego, był Michał, który buduje przepiękne drewniane kanu. Była też Kornelia, która miała bardzo dużo do opowiadania, do tego biegała od sceny, na warsztaty i do jurty na herbatę. Skąd tam moc? Może z racji tego, że ma 7 lat?