ANGKOR WAT

czwartek, 12 kwiecień 2012 00:00

Angkor Wat to symbol Kambodży. Ale mieliśmy wiele mieszanych uczuć - jechać czy nie?

 

 

 

 

 

 

Angkor Wat to symbol Kambodży. Ale mieliśmy wiele mieszanych uczuć - jechać czy nie?

Jechać trzeba, żeby na własne oczy zobaczyć to, co ludzie zbudowali wieki temu, poczuć atmosferę tajemnicy. Ale trzeba się liczyć z tysiącami turystów, którzy chcą tego samego!

 

Całe szczęście są sposoby na ominięcie fali turystów w autokarach i tuktukach - to po prostu odwrócenie turystycznej trasy. Wszyscy zaczynają zwiedzanie zgodnie z ruchem wskazówek zegara, a my w drugą stronę. I wtedy jest czas na zamyślenie i nieco tajemniczości. Choć w samej świątyni Angkor samotności na pewno nie doświadczysz.

 

„Przejście 475 metrów dzielących bramę Angkor Wat od jego centralnej świątyni zajmuje niecałe pięć minut. Wybudowane w XII wieku wieże symbolizują pięć świętych gór Indii. Ocean wyobraża tu potężna fosa. A dookoła, na przestrzeni wielu mil kwadratowych, rozsiane są stawy, duże jak jeziora, wykopane ręcznie. Pośród nich stoją setki wielkich świątyń. Nigdzie na świecie nie ma czegoś podobnego. Szacuje się, że kiedy budowano Angkor Wat, w mieście mieszkało około miliona ludzi. (...) Sylwetka Angkor Wat zdobiła wszystkie narodowe flagi Kambodży. (...) Z całego świata ściągają turyści, żeby ją zobaczyć. I niewątpliwie jej uroda zapiera dech w piersiach.

 

Rzadziej mówi się o tym, jak tę świątynię wzniesiono. Jakim cudem tak wiele wspaniałych budowli mogło powstać w tak krótkim czasie przy użyciu tak prymitywnych środków. Zdaniem historyków niezbędny był do tego system niewolniczy. Jeden olbrzymi obóz pracy.

 

Żonglować cyframi jest łatwo: wysokość, szerokość i czas. Ale ile ludzkich istnień kosztowały te cuda architektury?

Ile potrzeba czasu, żeby zapomnieć o ucisku i terrorze i widzieć same monumenty?"

 

Peter Fröberg Idling, Uśmiech Pol Pota (o pewnej szwedzkiej podróży przez Kambodżę Czerwonych Khmerów).Wydawnictwo CZARNE, Wołowiec 2010