PODSUMOWANIE DNIA

piątek, 04 luty 2011 21:28

Nie wiem czy to wpływ Terzaniego czy może innych tekstów, które dziś przeczytałam, ale dopadały mnie raz po raz przemyślenia i wątpliwości.


 

 

Najpierw był artykuł Wojciecha Jagielskiego w dzisiejszym Dużym Formacie „Bractwo Pif-Paf”. To tekst o reporterach wojennych. „Dramatyczne zdjęcia z zamieszek, mordów i samosądów sprzedawane światowym agencjom przynosiły sławę, zarobek i nadzieję na zawodową karierę”. A jakie mogą być, czy raczej są konsekwencje takiego życia? Tutaj link.

 

Potem był pan, który zadzwonił do radia. Wcześniej redaktor Trójki rozmawiał z korespondentem o sytuacji w Egipcie – ten opowiadał naprawdę poruszające rzeczy. No i słuchacz dzwoni i mówi mniej więcej coś takiego: „Tyle gadania i biadolenia nad tymi wszystkimi pobitymi dziennikarzami w Egipcie czy Tunezji – a po co oni się tam pchają?”. Lepiej zostawić to bez komentarza.

 

A z lżejszych przemyślunków.

 

Ostatnimi czasy przygotowujemy nowe warsztaty dla dzieci. Jedne z nich to „Kuchnie świata”. Będziemy opowiadać o smakołykach i dziwnych rzeczach do jedzenia. Oczywiście dzieci podczas warsztatów będą same robić smaczne rzeczy. Próbowaliśmy wytworzyć różne dania, desery, batoniki – coś co małe dzieci z chęcią wyrobią i z jeszcze większą chęcią to zjedzą. Aż tu nagle furia!!! Dlaczego mi nic nie wychodzi? Co robię nie tak? Dlaczego ciastka są twarde jak kamień, a krem w ogóle nie wygląda jak krem? Co robię źle? Przecież wszystko zgodnie z przepisem! Dlaczego tysiącom ludzi, którzy piszą blogi kulinarne to wszystko idzie jak po maśle, a mi nie? Jeszcze do tego niektórzy robią pyszne rzeczy „na oko”! No i stwierdziłam – nie wystarczy przepis i składniki – trzeba chyba mieć to coś – albo doświadczenie w kucharzeniu, albo po prostu talent.

 

Po tym stwierdzeniu naszły mnie kolejne pytania i wątpliwości – jak to jest np. z podróżowaniem? Jest wiele blogów, relacji, prezentacji ludzi, którzy gdzieś byli, zwiedzili, fotografowali (czy może raczej „cykali” zdjęcia?). Ale czy czasem do podróżowania i późniejszego opowiadania o tym też nie trzeba mieć tego CZEGOŚ?

 

Tym akcentem kończę swą przydługą wypowiedź – przecież do pisania też trzeba mieć TO COŚ, a nie tylko przelewać słowa na kartkę czy inną klawiaturę.